
Siecioholizm jest groźny, jak każde uzależnienie. Pod koniec lat 90. Internetem posługiwało się już 200 mln ludzi. Wiadomo, że ich liczba stale rośnie, podobnie jak skala problemów związanych z korzystaniem z komputera, a za jego pośrednictwem z zasobów globalnej sieci.
Specjaliści szacują, że ok. 10 proc. osób, korzystających z Internetu zdradza objawy uzależnienia. Problem zaczyna się, gdy komputer (także granie, surfowanie po sieci, czatowanie lub szukanie materiałów pornograficznych) zaczyna pochłaniać więcej czasu niż to zostało zaplanowane, używany jest w celu rozładowania napięcia, odprężenia czy ucieczki od rzeczywistości. ,To takie samo uzależnienie jak alkoholizm, nikotynizm czy hazard - uważa dr n. med. Bohdan T. Woronowicz, adiunkt i kierownik Ośrodka Terapii Uzależnień w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. - Najprościej je zauważyć, gdy potrzeba korzystania z komputera przeciąga się na coraz dłuższy czas, bo określona "dawka" (tak jak z alkoholem) przestaje wystarczać". Osoba uzależniona nie ma czasu na inne obowiązki, ogranicza zainteresowania, rezygnuje z wypoczynku, zaniedbuje bliskich. Pieniądze wydaje na udoskonalanie sprzętu i literaturę fachową. Fizycznie czuje się źle, wciąż jest zmęczona, z czasem pojawiają się dolegliwości ze strony narządu ruchu i wzroku.
Uzależnienia to choroby zaprzeczeń. Choć wszyscy dookoła wiedzą, co się dzieje, siecioholik, podobnie jak alkoholik czy hazardzista uważa, że to, co robi nie różni się niczym od tego, co robią inni. "Osoby uzależnione bardzo niechętnie podejmują leczenie - mówi dr B. Woronowicz. - Tym bardziej w przypadku siecioholizmu, kiedy człowiek przyzwyczaił się do kontaktu z ekranem, a nie bezpośrednio z człowiekiem. Jego stosunki z innymi ludźmi mogą być nieco utrudnione".
Ludzie, którzy spędzają codziennie większość dnia w sieci, przed ekranem. Zaczynają utożsamiać swoje życie z wirtualnym światem. Tworzą w nim nowa osobowość i się z nią utożsamiają.
W książce Sherry Turkle „ Życie na ekranie tożsamość w epoce Internetu”. Autorka opisuje i zajmuje się badaniami na rzecz ofiar gwałtów wirtualnych. Według analiz psychologicznych ofiary takich zajść cierpią podobnie jak osoby, które doznały takiej przemocy w realnym świecie. Choć głównym środkiem komunikacji w sieci są słowa, to mogą one wywierać równy wpływ co rzeczywistość, a nawet ją w swoisty sposób zastępować
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz